niedziela, 2 sierpnia 2015

13.

-Chyba z dzisiejszego plażowania nici- powiedział Muzaj, trzymając w górze moje włosy. Tylko ja, Julka Piechocka potrafię złapać "wirusówkę" na wakacjach. 
-Maciek spokojnie, wezmę prysznic i wszystko będzie okej- westchnęłam
-Jeśli mam być szczery, to wyglądasz jak siedem nieszczęść-uśmiechnął się- Ale i tak jesteś piękna- skradł mi małego całusa i wyszedł z łazienki. Po kąpieli wyszłam z pokoju, na stole zauważyłam kanapki. Wzięłam jedną i zaległam na łóżku. Maciek miał rację, czułam się tak samo jak wyglądałam. W sumie cieszyłam się, że za kilka godzin mam znaleźć się już w samolocie do Polski. Nie wytrzymałabym tutaj leżąc cały czas w łóżku. Z nudy, która mnie dopadła postanowiłam powoli pakować już wszystkie nasze rzeczy do walizek. Po spakowaniu większości rzeczy, poczułam zmęczenie i nie pamiętam nawet kiedy, ale zasnęłam. Obudził mnie dopiero Maciek, okazało się, że już za dwie godziny mamy wylot. 
***
Siedziałam w maćkowym salonie z niecierpliwością czekając na Wiktorię. Od powrotu z wakacji codziennie wymiotowałam i miałam jakieś zachcianki. Moim zdaniem oznaczało to zatrucie, a zdaniem dziewczyny mojego brata- ciążę. Dziecko? Dopiero niedawno  skończyłam  osiemnaście lat. Jasne, kochaliśmy się z Maćkiem, ale brałam tabletki. Za mną już dobrze napisana matura, ale mam jeszcze studia, przed siatkarzem miejmy nadzieje, że wielka kariera. I teraz miałoby na świecie pojawić się te małe stworzenie? Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Serce podchodziło mi do gardła. Co jeśli rzeczywiście jestem w stanie błogosławionym? Jak zareagują moi rodzice. Wszystko nakładało się naraz. 
-Do łazienki i powodzenia- uśmiechnęła się podając mi pudełko. 
Oczekując na wynik myślałam, że minęło z dobre 40 minut. Nie chciałam zobaczyć tych kresek. Wolałabym, żeby najpierw zobaczyła je Wiktoria. 
-Dwie kreski, to jeszcze nie jest pewna ciąża wiesz?- powiedziała zakłopotana.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Najprawdopodobniej będę mamą?
-Umówisz mnie do ginekologa, nawet jutro?- spytałam ze łzami w oczach.
-Mała spokojnie nie płacz, wszystko będzie dobrze- przytuliła mnie.
Teraz jeszcze czas powiedzieć o tym Maćkowi. Z Kowalską porozmawiałam jeszcze z dobre pół godziny przy okazji załatwiła mi jutrzejszą wizytę u ginekologa. Bałam się, bałam się, że to wszystko okaże się prawdą. Nie wystarczy słowo, żeby opisać jakie zdenerwowanie zawładnęło mną w tej chwili. Muzaj wrócił. Zauważyłam, że jest lekko podenerwowany.
-Musimy pogadać- powiedzieliśmy równocześnie. Co on miał mi do powiedzenia?
-Ty pierwsza- powiedział siadając na kanapie.
-Te wymioty, zachcianki, które zaczęły się w Chorwacji, to nie wirus, zrobiłam test, wyszedł pozytywny- zawiesiłam głos, spojrzałam na Maćka, był totalnie zdziwiony.
-Przepraszam, że co?- zdenerwował się- Jesteś w ciąży? Kurwa Julka mówiłaś, że bierzesz tabletki- krzyknął. Nie wiedziałam co w niego wstąpiło. Zaczynałam się go bać.
-Bo brałam, nie krzycz proszę- nie wiedziałam co zrobić w tej sytuacji, zaczynała się robić nieodpowiednia. Siatkarz był na tyle zdenerwowany, że nie zdziwiłabym się gdyby mnie uderzył.
-Wiesz co, nie jestem gotowy na to dziecko- oznajmił zakłopotany, gówno mnie to obchodzi.
-Bo ja oczywiście jestem gotowa- byłam zdenerwowana, chłopak zachowywał się jak rozpieszczony nastolatek. Bo co? Wszystko to moja wina? Nie znałam go od tej strony.
-Zachowujesz się jak zwykły prostak, co cieszyło Cię kiedy wskakiwałam ci do łóżka, pamiętaj ze ma to też konsekwencje- krzyczałam.
-Mogę chociaż wiedzieć, co miałeś mi do powiedzenia?- zapytałam
-Przechodzę do Jastrzębskiego Węgla- powiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- I z nami koniec, zawiodłem się- uznał, a ja myślałam, że go rozniosę. I teraz co? Jeśli będę w ciąży, wychowam je sama, bo on zawiódł się na mnie? Nie miałam siły już na cokolwiek. Pędem wybiegłam z domu. I co? Po raz kolejny wybiegłam z niego trzaskając drzwiami ze łzami oczach, a zaraz znajdę się w gniazdku moim i Kacpra. Jak mogłam być z kimś takim? Teraz zauważyłam jaki jest nieodpowiedzialny. Mądry polak po szkodzie Piechocka. Chciałabym być teraz tak obojętna, jak byłam wrażliwa.

***
Zdziwiłam się, bo drzwi od naszego domu otworzył mi Wojtek. Wojtek Włodarczyk, kolega z drużyny mojego brata. Szczerze mówiąc rozmawiałam z nim chyba dwa razy.
-Julka co się stało?- powiedział wpuszczając mnie do środka.
-Nieważne, naprawdę, gdzie Kacper, jak ty tutaj?- spytałam zakłopotana.
-Kacper musiał szybko jechać do Gdańska, coś stało się z tatą Wiktorii, a ja jestem tu, ponieważ zatrzymali się u mnie znajomi, są parą nie widzieli się dwa tygodnie, więc wiesz, niech pobędą trochę sami- na jego słowa jeszcze bardziej się rozpłakałam. 
-Ej, mała co się stało, mimo, że się nie znamy, może warto mi powiedzieć, co?- przytulił mnie. Nie sprzeciwiałam się. Bardzo potrzebowałam teraz kogoś bliskości. Tak, żeby ktoś przytrzymał mnie, kiedy się doszczętnie rozpadam, na małe kawałki.
-Mogę sobie najpierw zrobić herbatę?- zapytałam wchodząc do kuchni.
-Usiądź, to jeszcze w kuchni umiem zrobić- zachichotał, a ja usiadłam na kanapie w salonie. Pomyślałam, że herbata nic mi nie da. Ponownie poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę.
-Wiesz co, zostaw, wypiję sobie to- uśmiechnęłam się, pokazując mu puszkę z piwem.
Kiedy rozsiedliśmy się na kanapie, wciągnęłam mocno powietrze i zaczęłam mu opowiadać o wszystkim. Czułam, że mogę mu o tym powiedzieć. Przejrzałam tą sytuację jeszcze raz. Zauważyłam jak bardzo przywiązałam się do Maćka. A przywiązanie jest złe, prowadzi do cierpienia, teraz o tym wiem. I znam to uczucie, kiedy dla jednej osoby poświęcasz wszystko, swoje dobre intencje, wszystko co możesz dać, a później dostajesz od niego przysłowiowego kopa w dupę na do widzenia.
-I tak po prostu, kiedy dowiedział się, że jesteś w ciąży, powiedział, że to koniec?- był zdziwiony, a może zdruzgotany zachowaniem swojego byłego kolegi z drużyny. 
-Zwykły prostak, Julka, bo Wiktoria wróci dopiero za tydzień, może ja pójdę z Tobą do tego lekarza- spytał, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć, no, ale dlaczego nie?


_________________________________________________
Przepraszam!
Za taki krótki, za tą kłótnię, za tak długą przerwę,
ale uwaga, tak wprowadzam tutaj Wojtka Włodarczyka! 
Mam nadzieję, że się cieszycie, no nie Winka?
Następny, który będzie już niedługo będzie dłuższy 
i mam nadzieję, że ciekawszy! <3
Oficjalnie wracam z rozdziałami <3
Naivy.
xoxo.








niedziela, 14 czerwca 2015

12 ♥



Korzystając z wolnego Muzaja jak i również mojego brata postanowiliśmy wybrać się na tygodniowe wakacje. Kacper zabiera ze sobą Wiktorię, już swoją oficjalną dziewczynę. I potwierdzam słowa Kamila, będę walczyć o miano najpiękniejszej pary PlusLigi z moim bratem. Postawiliśmy na Chorwację, a szczerze mówiąc postawiłyśmy, bo to ja z Wiktorią miałyśmy główny głos w tej sprawie. Wczesnym popołudniem, po ciężkiej podróży samolotem ze względu na to, jak mój brat panicznie boi się latać wylądowaliśmy w Zagrzebiu, stolicy owego państwa. Ale co robił Kacper?
Zamiast odkupić sobie naszą cierpliwość od przyjazdu zabawiał się w przewodnika. Wiktoria kupiła mu nawet mapę, ale chyba tylko po to, żeby umilić mu, a raczej nam tę "wycieczkę". Ostatecznie postanowiliśmy zwiedzić dziś Jeziora Plitwickie, które według mnie miały wielki urok. Z racji tego, że znajdywały się one około sto-czterdzieści kilometrów od nas musieliśmy zdążyć na autobus, jadący w tamtą stronę. "Kierownik" naszego wyjazdu zadecydował, że najpierw przejdziemy się pięknymi, chorwackimi plażami, a ze względu na to, że moje nogi odmawiały posłuszeństwa już na początku drogi wskoczyłam na plecy mojego chłopaka. Dziewczyna Kacpra spojrzała porozumiewawczo na niego. Ten z zdecydowaniem odmówił, na co ta bez skrupułów wskoczyła mu na tylną część ciała. Czułam, że Muzaj jest już nieźle zmęczony. No, ale 
skoro nic nie mówił, no to? Kochałam tego gościa całym sercem. I nie, nie jestem nim zauroczona, bo wtedy kochałabym go za wygląd. 
-Kacper, mogę wiedzieć w końcu dokąd my dojdziemy?- spytałam
-Szczerze mówiąc, to sam nie wiem, ale mój niezawodny GPS w telefonie, mówi, że za dwadzieścia minut powinniśmy oglądać już te całe Twoje jeziora- mogę się założyć, że gdyby mógł, to by wlazł w ten telefon. Jak pana Boga kocham oświadczam, że jeśli bym mogła- ten człowiek już dawno byłby na Księżycu, przysięgam.
-Daaaaleko jeszcze?- zapytałam, bawiąc się w sławnego osła ze Shreka.
-Przestań zrzędzić- odpowiedział mi mój ukochany brat.
-Lepiej się czuję jak narzekam, wiesz?- wystawiłam mu mój zacny język. 

"Po co iść na jedną przygodę z tysiącem facetów, skoro można iść na jedną przygodę ze wspaniałym mężczyzną?"

Wspominałam już, jaki to mój brat jest głupi? To wspomnę o tym jeszcze raz. Kacper to kaleka, nieuk i idiota w jednym.  Czasem umysłowo przewyższają go moje buty. Chodziliśmy już trzecią godzinę pośród jakiś gąszczy, bo niestety jego Iphone z cudownym dżipiesem zawiódł. 
-Mijaliśmy już to drzewo cztery razy- powiedziała znużona Wiktoria
-No, ale jak to, powinniśmy w końcu wyjść z tych krzaków!- martwił się Piechocki
Maciek chyba jako jedyny się nie odzywał, w przeciwieństwie do mnie, ja najchętniej powyrywałabym flaki temu nędznemu siatkarzynie. W końcu po ciężkiej przeprawie dotarliśmy do jakiegoś celu. Okazało się, że przez te krzaki znaleźliśmy drogę na wprost do naszego hotelu. Po zameldowaniu się, Piechocki poprosił mnie na "słówko". Według jego jawnych informacji Wiktoria ma jutro urodziny, ale że na dzień jutrzejszy Kacper chce mieć ją tylko dla siebie, dzisiaj planuje zorganizować przyjęcie niespodziankę. Kiedy to on, pójdzie z nią na romantyczny spacer, my (czytaj ja z Muzajem) mamy zająć się dekoracją. Dlaczego nie możemy zrobić
 tego na odwrót, co? On zająłby się wszystkimi serpentynami, wstążkami i Bóg wie co, a ja udałabym się na spacer z moim chłopakiem, na którym co chwilę byśmy lizali. Jednak na nic były moje błagania. Dekoracja pokoju minęła mi w miarę szybko. Tak-mi, bo Muzaj postanowił poleżeć sobie na kanapie i zatopić się w swoim wirtualnym świecie. Daję stówę, że jedno z naszych zdjęć jest już na Instagramie. Czasem zachowywał się jak baba, naprawdę. Położyłam się obok niego i zamknęłam oczy. Jedna rzecz nadal nie dawała mi spokoju. Skończył się sezon no i mimo tego, że Maciek grał w Skrze dopiero sezon już mówiono o jego odejściu, bo prawdopodobnie tutaj nie dostanie szans na grę, której jest tak głodny. Rozmawiałam z nim o tym. Powiedział, że nigdzie się nie wybiera, no ale z drugiej strony to nie jest tylko jego decyzja, w każdej chwili klub może powiedzieć do widzenia. Co by było wtedy? Żyłabym z nim na odległość? Pojawiłaby się zazdrość, moja dociekliwość, chęć pobicia osoby, która może z nim spędzać czas, normalnie rozmawiać, czego nie mogłabym zrobić ja. Z czasem przez tą zazdrość pojawia się brak zaufania, czy u nas byłoby tak samo? Nie chcę o tym na razie myśleć. Mam zamiar cieszyć się wakacjami i wywieźć z nich jak najlepsze wspomnienia. Co dziwne, dziewczyny w moim wieku powinny mieć masę butów, ubrań i zwiedzać świat, a nie przepłakiwać noce przez chłopaków, którzy mają nas w dupie. A ja? Racja, lubię się dobrze ubrać, ale nie przesadzam z tym, a poza tym mam wspaniałego faceta i nie chcę zadręczać sobie już głowy tym wszystkim. Nagle przypomniałam sobie, że nie mamy przecież żadnego prezentu dla Wiktorii. Szybko ubierając na nogi buty. Cudem znaleźliśmy tutaj sklep z odzieżą, w dodatku markową. W dość szybkim czasie wybrałam dla niej sukienkę , na co Maciek utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że się nadaje. W międzyczasie próbował namówić mnie, żebym kupiła sobie coś podobnego, ale wyminęłam się słynnym "nie mamy teraz na to czasu".


"Największą motywacją do życia, jest świadomość, że gdzieś tam jest ktoś, kto widzi w Tobie więcej niż Ty sam sobie widzisz"

-Wiktoria za chwilę powinna być w pokoju, chować się!- szepnął Kacper wbiegając do pokoju. Wysłał swoją dziewczynę do pokoju pod pretekstem zostawienia telefonu, pomińmy, że on sam go jej zabrał. No, ale kto wykombinuje jak nie Piechocki co?
Z wielkim trudem schowałam się z Muzajem za szafę. Po kim on w genach dostał tyle centymetrów we wzrost, co? Mój brat za to ze swoją zwinnością wlazł za łóżko. Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Wyskoczyliśmy niczym filip z konopi wykrzykując głośne "Wszystkiego najlepszego!". Dziewczyna popatrzyła na nas ze wzorkiem pełnym zdziwienia. Jezusie, Kapcer co ty znowu spieprzyłeś? Wspólnie z Muzajem popatrzyliśmy na niego wymownie. Usłyszeliśmy głośny chichot dziewczyny bełchatowskiego libero.  
-Wasze miny były chyba gorsze od moich- zanosiła się śmiechem- Skąd wiedzieliście?- podeszła przytulając nas każdego z osobna, a Piechockiemu sprzedała soczystego całusa. Z prezentami dobraliśmy się znakomicie, złoty naszyjnik od mojego brata idealnie pasował do sukienki od nas. 
-A teraz Kacper gadaj skąd wiedziałeś- spytała kiedy wszyscy już rzuciliśmy się na łóżko.
-Gadałaś wczoraj z mamą, prawda?- dziewczyna przytaknęła z niepewnością głową- Twoja mama ma strasznie donośny głos- powiedział z dumą chłopak, no nie wiedział, jak jego dziewczyna go zgasi.
-Kochany drogi, tylko, że ja wczoraj nie rozmawiałam z moją mamą o żadnych urodzinach, bo nie chciałam  żebyś o tym wiedział, więc?- popatrzyliśmy wszyscy na niego z wyrzutem.
-Naprawdę chcecie wiedzieć, no?- popatrzył na nas, na co my przytaknęliśmy wszyscy głowami w równym czasie.
-No, na fejsie mi się wyświetliło noo- powiedział, na co my wszyscy przybiliśmy tak zwanego facepalma. Z kim ja żyję.

__________________________________________________________
Rozdział nijaki, sryjaki, ale musiałam w końcu dodać, no, bo
niektórzy się o niego domagali (nie Winka, nie mówię o Tobie).
Ale mam idealne wyjaśnienie, dlaczego ten rozdział jest taki bez sensu.
Otóż, w tak zwane dni robocze bawiłam się w poprawianie ocen,
a na weekendy nie było mnie nawet w domu, bo albo to obóz, albo
to wyjazd do Berlina na mecz Ligi Mistrzów, zdecydowanie polecam.
No, ale dzięki za 15 tyś, jesteście wielkie <3


sobota, 9 maja 2015

11 ♥

-Mała, wiesz, że do studniówki zostały jeszcze dwie bite godziny?- takimi słowami przywitał mnie siatkarz, który dopiero wrócił z treningu. Panie Muzaj, to nie są idealne słowa dla wkurzonej kobiety, która nie wie co ubrać. Mieszkam u Macka już tydzień. I właśnie dzisiaj nastał dzień imprezy. Rozmawiałam już z mamą. Tak jak ja zawiodła się na tacie. No, ale dzięki moim prośbom i działaniu Kacpra pogodziliśmy rodziców. Tata dzwonił, prosił o spotkanie, ale nie potrafię mu jeszcze wybaczyć, na pewno nie teraz. Mimo, że na ostatnich zakupach z siatkarzem kupiłam sobie trzy sukienki i tak nie wiedziałam co ubrać. Z głową pełną niezdecydowania mało nie popłakałam się stojąc przed tą wielką szafą. Spędziłam w tym miejscu jeszcze pół godziny. Podczas tego czasu Muzaj zdążył wziąć prysznic i ubrać się w swój nowy gajerek. Popatrzył na mnie z politowaniem. To czego ja nie mogłam zrobić przez kilka godzin on zrobił w zaledwie kilka sekund. Wybrał mi tą sukienkę, a do tego zwykłe, czarne i wysokie szpilki. Włosy pokręciłam. Kiedy już byłam szczerze mówiąc gotowa obejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Przyznam, wyglądałam idealnie. Wyglądałam tak, jak to zawsze jako mała dziewczynka sobie wyobrażałam. Mój chłopak cały czas leżał na łóżku, bacznie mi się przyglądając. Dzisiaj wszystko mnie denerwowało, nawet on.
-Jezu kochany, zaraz ją pognieciesz- marudziłam siadając na skraju łóżka. Nagle poczułam jak ląduję na ramieniu siatkarza. Kiedy chciałam wstać, ten pociągnął mnie znowu i teraz nie miałam już wyjścia.
-Nie denerwuj mnie lepiej i jak będziesz miał wygniecioną koszulę tak pójdziesz- ostrzegłam go grożąc mu palcem przed czubkiem samego nosa.
-Julka, wiem, że chcesz wypaść jak najlepiej, ale nie łudź się, że zostaniemy królem i królową, bo zrobi to Kacper ze swoją- nie skończył, bo ja podskoczyłam mu do gardła. Mój własny rodzony brat wreszcie kogoś ma!?
-Kacper przyjdzie z jakąś dziewczyną!?- krzyknęłam zaskoczona- Czemu ja nic nie wiem- spytałam z wielkim oburzeniem.
-Bo to miała być niespodzianka- uśmiechnął się chłopak pozwalając mi wstać- Wiem tylko to, że nazywa się Wiktoria- powiedział, jakby chciał odkupić swoje winy. Wybaczyłam mu, no bo jakby inaczej. Godzinę przed całym zajściem pojechaliśmy w stronę hali szkolnej. Wiedziałam, że będą tam najprawdopodobniej moi rodzice- czyli tata. W końcu jego dwójka wspaniałych dzieci przeżywa dzisiaj jedną z ważniejszych imprez w całym swoim życiu. Na parkingu zauważyliśmy już opierającego się o swoje nowiutkie audi Kacpra. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jeśli nie to, że stał on tam z jakąś dziewczyną, po moich sekundowych przemyśleniach doszłam do wniosku, że to na pewno ta Wiktoria. Była co najmniej śliczna. Maciek szepnął mi jeszcze na ucho ciche "Śledztwo możesz zacząć" co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. Pewnym siebie krokiem, ciągnąc za rękę mojego chłopaka szłam w stronę auta libero. 
-Siema młody- uśmiechnęłam się, lustrując od góry do dołu dziewczynę. Usłyszałam za sobą tylko cichy chichot atakującego. Jak się okazało dziewczyna jest świetną osobą. No i jak już wspominałam była śliczna. Jak się okazało Piechocki ma dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. I nie wiedział o niej nikt. Rodziców, którzy siedzieli na jednej z trybun przywitałam krótkim cześć. Ale cały czas zastanawiało mnie co ma do ukrycia jeszcze przede mną mój brat. 
-Kacper, no do cholery jasnej!- marudziłam coraz bardziej się niecierpliwiąc. 
-Zobacz, kto tam stoi- powiedział pokazując mi chłopaka opierającego się o jedną z drewnianych drabinek. Po chwili odwrócił się i dopiero wtedy go poznałam. Kamil, nasz przyjaciel z dzieciństwa. Nasz sąsiad i człowiek, który wyjechał do Londynu kończąc trzecią klasę podstawówki. I to przez niego przeżyłam swoją pierwszą w życiu depresję, tęskniąc za nim jak mało kto. Tak, może trochę się w nim podkochiwałam. 
-Kamil!- krzyknęłam rzucając mu się w ramiona. Kątem oka zauważyłam, jak Muzaj posłał Kacprowi spojrzenie mówiące "Człowieku, coś ty zrobił? Jestem zazdrosny". Złapałam za rękę mojego chłopaka i przedstawiłam go Kamilowi. Coś czego obawiałam się najbardziej, taniec, dokładnej polonez poszedł nam wszystkim jak z płatka. Później zaczęła tylko zabawa. Siatkarz na każdym kroku udowadniał Kowalskiemu, że jestem jego dziewczynę. Może jestem dziwna, czy te sprawy, ale dla mnie było to bardzo słodkie. Po godzinie dwudziestej trzeciej rozpoczęły się sesje zdjęciowe. Po moich prośbach udało mi się namówić chłopaków na wspólne zdjęcie.
-Wyglądają cudownie- rozmarzyłam się patrząc na tańczącego Piechockiego z Wiktorią. Nadal nie wierzyłam mu, że nie są razem. Było to przecież widać gołym okiem.Siedziałam na jednej z czerwonych puf opierając się o ramię atakującego.
-Ja tam się cieszę, że obtarły się te szpilki, bo nie cierpię tańczyć-  westchnął siatkarz
-Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że niesiesz mnie stąd do samochodu, a później z tej swojej wspaniałej Kia jeszcze do domu, a przypominam panie geniuszu, mieszka pan na trzecim piętrze i nie, nie ma tam windy- zachichotałam, podnosząc się z miejsca. Nasze zmęczenie i lenistwo wzięło górę i nie chciało nam się nawet zostać na ogłoszeniu werdyktu. Jak już mówiłam biorę w ciemno wygraną mojego brata z Wiktorią. I co? Miałam rację. Po trzeciej w nocy obudziło mnie powiadomienie z jednego z portali społecznościowych.

Twój brat pochwalił się tym szybciej w internecie, niż własnej siostrze, uwielbiam Wasze stosunki!

______________________________________
Przepraszam serdecznie
za to coś, co chce się nazywać rozdziałem :x
Kompletnie przejściowy, mówiący o niczym.
Nie wspominając już o stylu i tych sprawach.
I tak, wiem o odejściu Włodarczyka i Muzaja do Lubina.
Jednak mam serce i żadnego wyjazdu nie będzie.
Osobiście zaświadczam, Muzaj w Skrze! <3
Tak be te wu:


niedziela, 3 maja 2015

10 ♥

Biegłam do jego domu, to tego samego domu, z którego godzinę wcześniej wybiegłam z płaczem. Wiem jedno. On mnie kocha. Jestem dla niego numerem jeden, tym cholernym oczkiem w głowie. Jego dziewczynką bez wad, za którą oddałby całe swoje życie. Z całego serca proszę, żeby to wszystko się już ułożyło. Drzwi otworzył mi chłopak, a ja od razu wskoczyłam w jego ramiona. Maciek? Od początku naszego związku wszystkie moje problemy tworzą się dzięki jego osobie. Ale po prostu wszystko mu wybaczam. Jestem z tym człowiekiem niecały miesiąc, a kocham tak, jakbym była bynajmniej rok. I nie stracił diametralnie mojego zaufania. Dziwne, co?
-Dzwonił Kacper- powiedział pokazując na swój telefon- Wszystko się wyjaśniło, Twój tata się do wszystkiego przyznał i tylko tyle wiem, ale zaraz tu będzie i wszystkiego się dowiemy- uśmiechnął się przy okazji całując mnie w czubek głowy.
-Przepraszam- powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, ale ten ujął moją twarz w dłonie i to on przeprosił. Przenieśliśmy się na kanapę i jak na jakieś skazanie czekaliśmy na młodego libero. Po jakiś dwudziestu trzech, albo czterech minutach wbiegł do domu zdyszany jak stary pies. Uprzednio wręczając mu szklankę wody czekałam na jakieś wiadomości od niego.Wymownym wzrokiem cały czas mu się przyglądałam, a ten patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Kacper, nie wkurzaj mnie, co się dzieje w domu?- spytałam brata
-No tak jak wspominałem, tata się przyznał, razem z mamą naskoczyliśmy na niego, mama powiedziała, że jest nikim, skoro tak potraktował swoją własną córkę, no właśnie i na jakiś czas przeprowadziła się do nas, a że lepiej by było, żeby choć dzisiaj spała na kanapie, ty będziesz spała u mnie, a ja pójdę na kanapę- powiedział.
-Nie ma takiej potrzeby, zostanę dzisiaj tutaj i tak nie umiałabym spojrzeć teraz w oczy mamie, to przecież przeze mnie pokłóciła się z tatą- uznałam, całkowicie opadając głową na ramię Muzaja. Nie miałam już dzisiaj sił na nic- Kacper, przywiózłbyś mi książki i  jakieś ubrania na jutro?- zapytałam swojego brata posyłając mu słodkie spojrzenie.
-Tak, młoda damo, idziesz się zaraz wykąpać i spać, przypominam, że o 23 miałaś już zasypiać, nie chcę kolejnych skarg na Twój temat od nauczycieli- zachichotał Muzaj.
-I chyba nie zapomniałaś, że za tydzień mamy studniówkę?- przypomniał mi Piechocki.
Kompletnie o niej zapomniałam! I zaczynamy odwieczny problem każdej kobiety. Pozostało mi zaledwie siedem dni na znalezienie sukienki. Nosz kurde mać!
-Masz już partnerkę?- spytałam z ciekawością blondyna.
-Nie, ale wiem, że ty masz już partnera- stwierdził patrząc wymownie na atakującego.
-Pff! Ja z nim nigdzie nie idę- krzyknęłam, przy okazji pokazując siatkarzowi język.
-Dobra, ja zostawiam Was samych, tylko za jakiś kwadrans przywiozę Ci te rzeczy, więc nie szalejcie jeszcze za bardzo- zachichotał ubierając kurtkę. W międzyczasie kiedy ja wzięłam kąpiel, siatkarz zrobił nam kanapki. Ubrałam czarną koszulkę bełchatowskiego klubu z numerem mojego chłopaka. Zjadłam posłusznie kolację i położyłam się na wielkim, drewnianym łóżku. Już po chwili obok mnie położył się brunet, po którego torsie spływały jeszcze krople wody. 
-Jutro punkt 7:30 pobudka- powiedziałam entuzjastycznie, przytulając się do chłopaka.
-Ranisz- westchnął- Mam trening dopiero na trzynastą- marudził
-Też Cię kocham- pocałowałam go w szyję.
-Ja Ciebie też mała- znowu oddał pocałunek na samym czubku mojej głowy.
-Mała to jest Twoja...- chciałam odgryźć mu się cienką ripostą, ale ten przerwał mi.
-Kia?- zachichotał chwaląc się po raz kolejnym swoim własnym samochodem.

__________________________________________________
Niby to co urocze szybko staje się nudne :x
Nie, to wcale nie moja wrodzona ironia! ♥
No, ale może dla Waszego i mojego dobra
to opowiadanie nabierze trochę słodkości? xD
Dobrze powiedziałam? XD
Nie ważne, dziękuję za 11tyś wyświetleń! ♥
 Naivy.
xx.


niedziela, 26 kwietnia 2015

9

-Kochanie, otwórz proszę- usłyszałam zza łazienkowych drzwi. W końcu po ponad godzinie wyszłam z pomieszczenia. Rzuciłam się i mocno przytuliłam siatkarza. Moje łzy znalazły miejsce na bawełnianym materiale jego koszulki. 
-Maciek, ja wrócę do domu, przepraszam- powiedziałam ubierając kurtkę.
-Julka, masz mi to za złe?- zapytał-To koniec?- wiedziałam jedno: nie zerwę z nim.
-Byłeś ze mną szczery, chcę to po prostu wyjaśnić z tatą, kocham Cię- pocałowałam go. To co powiedziałam było całkowitą prawdą- nie lubiłam kiedy ktoś mnie kłamał.
 Biegłam jak najszybciej przed siebie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w ramionach Kacpra. Byliśmy chyba najlepiej dogadującym się rodzeństwem na świecie. 
-Julka co się stało?- spytał zdziwiony Kacper otwierając mi drzwi, na co ja rzuciłam mu się w ramiona i próbowałam powstrzymać swoje łzy.
-Maciek?- spytał, całując mnie w czubek głowy- Co on Ci do cholery zrobił?-  zdenerwował się i wyczekiwał odpowiedzi ode mnie.
-Tata, tak nasz tata, kazał Mackowi być dla mnie tak strasznym i wrednym, żebym z nim zerwała i chodziło tylko i wyłącznie o sprawy klubowe- powiedziałam, jeszcze trochę szlochając. Zawiodłam się na tacie, totalnie.
-Słucham?- spytał zdziwiony- Nie, Julka, rodzice są w domu, jedziemy to wyjaśnić- zdecydował ubierając mi kurtkę. Już po chwili znaleźliśmy się w jego samochodzie.
-Kacper, dziękuję- uśmiechnęłam się- jesteś zawsze kiedy potrzebuję, wesprzesz, wysłuchasz, poprawisz humor zawsze, nawet jeśli tego nie widać, po prostu jesteś i nie wyobrażam sobie życia, gdyby miało Ciebie zabraknąć- powiedziałam przytulając go.
-Też Cię kocham mała- zachichotał. Podczas drogi moją głowę zajęły pewne myśli.
Przecież coraz częściej się mówi, jak ogromną rolę odgrywa w życiu dziecka ojciec. Z moim tatą miałam dobry kontakt od zawsze. To właśnie ja byłam córeczką tatusia. To ja pomagałam mu segregować dokumenty, a on w podziękowaniu bawił się ze mną lalkami. A teraz chce rozwalić coś pięknego? Przecież miłość Muzaj to jedna z najwspanialszych rzeczy jakie spotkały mnie w życiu.
-Ooo, Konrad dzieciaki przyjechały- przytuliła nas na powitanie mama.
-Hej kochani- z góry przyszedł tata i chciał najwyraźniej uczynić to samo co mama.
-Daj spokój- odsunął się od niego Kacper, na co mama posłała mi pełne zdumienia spojrzenie. Chyba nie wie, co będzie się tutaj działo za kilka minut. Moc rodzeństwa Piechockich.
-Kacper, co jest?- spytała się go mama, a ja widziałam już jak w nim buzowało.
-Co jest? Tato nie rób z nas idiotów, co myśleliście, że się nie dowiemy?- wybuchnął
-Nie mów do mnie takim tonem, zrozumiano?- krzyknął tata, a ja zauważyłam jak mój brat chce się już na niego rzucić.
-Tato, proszę, myślałeś, że ten Twój głupi plan ma jakikolwiek sens? Ważniejsze są dla Ciebie sprawy biznesowe niż szczęście własnej rodzonej córki? Zawiodłam się na Tobie, rozumiesz? Zawsze uważałam Cię za ideał, ale teraz jesteś dla mnie nikim rozumiesz? Nikim!- krzyknęłam dławiąc się łzami.
-Co się tutaj do cholery dzieje? Konrad!- krzyknęła moja mama
-Pochwal się, proszę, a ja mam tego wszystkiego dość!- krzyknęłam i wyszłam ze swojego rodzinnego domu trzaskając drzwiami. Ponownie biegłam, tym razem do domu, z którego wybiegłam rano. Potrzebowałam teraz jego obecności, jego mojego chłopaka.

Twojego szczerego chłopaka, który nie zamierzał i nie zamierza przed Tobą nic ukryć.

______________________________________________
Witam z rozdziałem z dupy <3
Ale, no że było 14 komentarzy to dałam takie coś :)
Chociaż Wy jesteście wspaniałe :D
I że niby teraz ma być słodko? <3




poniedziałek, 20 kwietnia 2015

8 ♥

Leżąc na drewnianym, wielkim łóżku patrzyłam na mojego chłopaka, który pakował swoje ostatnie ubrania do walizki. Tak, znalazł mieszkanie niedaleko hali i wyprowadza się ode mnie i Kacpra. Jesteśmy już ze sobą równe półtora tygodnia, a ja jestem o niego strasznie zazdrosna. Nie chcę, żeby żadna dziewczyna oprócz mnie poznała go bliżej i dowiedziała się jaki jest na prawdę, dlaczego? Bo czuję, że każda, która go pozna, także tak jak ja zechcę mieć go tylko dla siebie. Mimowolnie uśmiechnęłam się, kiedy ten z trudem zamknął pełną walizkę. Zabierając swoje cztery litery z łóżka i szkolną torbę poganiałam Muzaja, przecież nie mogę przez niego spóźnić się do szkoły, prawda? Zostawiliśmy śpiącego Kacpra w domu, bo przecież ten ze względu na treningi miał wolne dni w naszym bełchatowskim liceum. Siatkarz spakował swoje ostatnie szpargały do i tak zapakowanego już bagażnika i wyjechaliśmy w stronę mojej szkoły. Oczywiście na parkingu nie mogło obejść się bez miłego pożegnania, które jak pana Boga kocham widziało pół ludzi z mojego liceum. No i oczywiście nie mogłam przejść niezauważona korytarzem szkoły. A ekipa kilku dziewczyn znowu sobie o mnie przypomniała. No tak, wcześniej próbowały zaprzyjaźnić się ze mną ze względu na to, że moim bratem jest Kacper, a on jest nie byle kim, a libero półfinalisty Ligi Mistrzów- Skry Bełchatów.
-Hej Julka, dawno się nie widziałyśmy! Gdzie ty tyle się podziewałaś?- powiedziała jedna z nich, a jej przyjaciółki mnie otoczyły. Coś na przykładzie błędnego koła, powodzenia Piechocka!
-Oj, jak przykro, ale dziewczynki, zaskoczę Was, nie opuściłam żadnego dnia w szkole od czterech miesięcy- uśmiechnęłam się sztucznie i wymijając je poszłam do klasy. Na całe moje szczęście lekcje minęły jak z bicza strzelił, na większości lekcji prawie zasnęłam, za co dostałam opierdziel od większości z nauczycieli, no ale to do cholery wina Maćka, a nie moja! Ale tak, zawsze wszystko trzeba zwalić na Piechocką, ot co! Korzystając z niezawodnej komunikacji miejskiej wpadłam do sklepu, a z niego do domu siatkarza, gdzie postanowiłam przygotować dla niego obiad. Nuciłam sobie jedną z piosenek Happysadu i tańczyłam przy kuchennym blacie w jej rytm. Mój uśmiech powiększył się, kiedy usłyszałam zgrzyt kluczy w drzwiach. Maciek ledwie zdążył wejść do domu, już moje ciało zapoznało się ze strukturą jego pleców. Mocno objęłam go nogami w pasie.
-Mmmm- zamruczał- Chyba dzięki moim lekcjom dostałaś dzisiaj piątkę z wf- zachichotał
-Nie potrzebowałam nawet Twoich lekcji- wytknęłam mu język- Ale przespałam polski, matematykę i historię- odparłam,wyliczając lekcje na palcach na co siatkarz obiecał, że dopilnuje, żebym dzisiaj poszła spać najpóźniej o 23. Zauważyłam, że jest jakiś nie swój. Tłumaczyłam to sobie ciężkim treningiem i dużym natłokiem meczów. Po zjedzeniu obiadu, siatkarz zmienił swoje miejsce i teraz zamiast siedzieć na krześle, rozłożył się całym swoim ciałem na skórzanej kanapie w salonie. Ja w tym czasie pozmywałam naczynia i wypiłam zieloną herbatę. Umyłam ręce i umiejscowiłam się obok mojego chłopaka. Mówiłam już, że jest jakiś nie swój? Tak? To powiem to jeszcze raz. Muzaj jest jakiś nie swój. Starałam już sobie nie zaśmiecać tym głowy. Leżeliśmy przytuleni do siebie i w ciszy gapiliśmy się w sufit. Wiem, to było w sumie dziwne. Ale odkąd jesteśmy razem to dla nas całkiem normalne, taka mała forma odpoczynku bez siebie, ale z sobą.
-Nie, ja tak nie mogę, Maciek co się dzieje do cholery?- spytałam, siadając.
-Julka, nic, rozumiesz, czy nie mogę być czasem zmęczony lub gorzej się czuć, też mam ciężkie treningi, nie muszę być na każde Twoje zawołanie- wybuchnął ze złości.
-Wiesz co, ja się tylko spytałam, martwię się o Ciebie, rozumiesz? Zamknij się, teraz ja mówię!- krzyknęłam- Ale wiesz co, już nawet nie będziesz musiał, skoro odpowiedzenie swojej dziewczynie na proste pytanie sprawia Ci taką trudność, to to nie ma sensu- uśmiechnęłam się ironicznie wstając z kanapy, ale nagle poczułam szarpnięcie i z powrotem znalazłam się na kanapie. Spojrzałam spojrzeniem pełnym gniewu na siatkarza. Po jego mimice twarzy zauważyłam, że chce mi coś jednak powiedzieć, spojrzałam na niego wymownym wzrokiem.
-Prezes mojego klubu, a Twój tata, poprosił mnie dzisiaj po treningu do siebie, myślałem, że muszę jeszcze coś podpisać, no ale- tu jego głos się zawiesił- Powiedział, że nie będzie tolerował naszego związku, ze względu na to, że jestem nowy, a ty jego córką i to źle wpłynie na otoczenie, krótko mówiąc podejrzanie i nie chce mieć później przez to jakieś dodatkowe problemy, powiedział, że ma zamiar to załatwić po cichu, mam, a właściwie miałem być dla Ciebie tak straszny, żebyś sama ze mną zerwała, ale ja nie potrafię- mówił, ale dalszych słów już nie usłyszałam, bo zamknęłam się łazience zanosząc płaczem.

________________________________________________
Po raz ósmy, czy tam dziewiąty
przepraszam za rozdział, no tak od początku bloga :(
Skra wygrała jeden ze swoich meczów, o trzecie miejsce :D
Chłopaki- DZIEWCZYNY LUBIĄ BRĄZ! <3
Ale zadziwia mnie dobra forma Włodarczyka :3
Także sorry za to u góry, do następnego!
Aloha.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Matura to bzdura?!

To nie rozdział, no ale musiałam się podzielić z Wami moim odkryciem. Otóż oglądając Matura to Bzdura, jest to jeden z kanałów na youtubie, gdzie pewni ludzie zadawali innym (spotkanym wówczas na ulicy) różne pytania, utwardzając tezę, że matura to bzdura. No i oglądałam już 5647457 z kolei odcinek ze zwykłej nudy i nagle patrzę- znajoma postać, toż to przecież sam MUZAJ! Wiedzą nie zabłysnął, soreczka, ale odkrycie zawsze niezłe <3 Chociaż mogę założyć się, że ktoś to jeszcze kiedyś zobaczył przede mną, miłego oglądania! <3 Taka pomoc: 0:33, 1:58, 2:12,3:47 i tam jeszcze kilka scenek! Żegnam! <3

sobota, 28 marca 2015

7 ♥

Czas, kiedy chłopacy byli na meczu spędziłam na leżeniu na kanapie i dennym oglądaniu seriali. Wiedziałam, że oni dzisiaj wrócą. Nie miałam tylko pewności czy Muzaj będzie miał w sobie tyle perfidności, że bywanie ze mną pod jednym dachem nie sprawiałoby mu żadnego problemu. Usłyszałam dźwięk silnika pod domem. Chowając się za firanką zobaczyłam, że jednak przyjechał. A więc nie ma sumienia, tak? Wiedząc, że drzwi są otwarte pobiegłam na górę do swojego pokoju.
-Julka, jesteśmy!- usłyszałam krzyk Kacpra z dołu, czyli zaczęło się.
-Jestem u siebie- powiedziałam smutnym głosem. Inaczej nie umiałam, no!
Podwójne kroki i kompletna cisza. Piechocka, wiesz z czym się teraz zmierzysz?
-Julka, pogadajmy i wyjaśnijmy to proszę- w framudze drzwi stanął Maciek.
-Wyjdź!- krzyknęłam ze łzami w oczach

-A właśnie, że porozmawiacie, bo musicie i ja Wam w tym pomogę- jak Filip z Konopi w moim pokoju znalazł się Kacper, wepchnął Muzaja do środka i zamknął moje drzwi na klucz. Nieźle to sobie wymyślił. 
-Ja idę do Wronki, będziecie tam siedzec, aż się nie pogodzicie, a co do jedzenia Julka masz zapasy słodyczy pod komodą- usłyszeliśmy
-Czekam na wyjaśnienia- sztucznie się uśmiechnęłam, byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia. Była? Fanka? A może po prostu dziewczyna, którą zdradził?
-Tak byłem z Patrycją, jeszcze kiedy mieszkałem we Wrocławiu, byliśmy ze sobą już pół roku, no i dostałem ofertę od Skry, tylko głupi by ją odrzucił, no, ale kiedy ona dowiedziała się, że wyjeżdżam, zrobiła mi awanturę, powiedziała, że nigdzie ze mną nie wyjedzie, więc uznałem, że miłośc jest najważniejsza i pierwszą propozycję Skry odrzuciłem, specjalnie dla niej, zostawiłem swoje marzenia, tylko dla niej i po odrzuceniu tego kontraktu, zaczęło się- tu jego głos się zawiesił- Nie spędzaliśmy ze sobą już w ogóle czasu, uznałem to, za lekki kryzys, a kiedy ja wspomniałem jej, że dla niej odstawiłem swoje marzenia, ona zrobiła mi awanturę, że uważam, że to ja jestem najważniejszy i te rzeczy, powiedziała, że to koniec, a ja uważałem siebie za totalnego głupka, później okazało się, że zdradzała mnie z jakimś biznesmenem, odpuściłem sobie taką ofertę dla takiej idiotki, skontaktowałem się ze Skrą, spytałem czy propozycja jest jeszcze ważna, na szczęście była, nic nie myśląc przeprowadziłem się tutaj i poznałem Ciebie, nie żałuję niczego, no chyba, że tego lizania z tą sąsiadką, Julka, chcę, żebyśmy stworzyli coś poważnego, zależy mi na tobie i teraz powinienem podziękowac Kacprowi, bo gdyby nie on, do tej rozmowy nie doszłoby przez następny miesiąc- uśmiechnął się z nadzieją w oczach, no i co złego wyrządziłabym nie wybaczając mu? Popatrzyłam mu głęboko w oczy
i uśmiechnęłam się. Moje usta znalazły się na jego w tej samej sekundzie. Było tak idealnie. Chciałam, żeby on trwał wiecznie.
Delikatnie przejechałam językiem po jego wargach. Były chłodne, ale zarazem słodkie. Kiedy oddaliliśmy swoje wargi, jednak wciąż będąc blisko siebie wyszeptałam mu do ucha "kocham Cię". Teraz, to wszystko- byłam niezmiernie szczęśliwa. To wszystko oblało się tak szczerym uczuciem, takim, którym nigdy sobie nawet nie wyobrażałam. Pełna emocji położyłam głowę na jego ramieniu. Czyli co? Jak już tak wszystko się ułożyło będzie tylko piękniej?
-Wiesz co, uważam, że na miejscu będzie podziękowanie Kacprowi, w końcu dzięki niemu się znowu pogodziliśmy- powiedziałam "odrywając się" od chłopaka.
-Kierunek dom Endrju?- spytał na co ja odpowiedziałam mu kiwnięciem głowy.
Przebrałam się i trzymając się za rękę ruszyliśmy z siatkarzem do Wroniastego. Zastanawiałam się tylko jak nasz związek przyjmie tata. W końcu media i te sprawy nie za miło przyjęłyby sprawę, że nowy nabytek Skry jest w związku z córką prezesa. No, ale na razie nie przejmowałam się tym i cieszyłam się z tego co jest, bo tak trzeba, prawda? Do domu Wrony szliśmy w wolnym tempie, co chwilę zatrzymując się, więc w domu siatkarza znaleźliśmy się dopiero po dwóch godzinach. Oczywiście w drzwiach wyściskał nas mój brat, wykrzykując jaki to on jest genialny. Okazało się, że chłopaki urządzili sobie małą imprezkę, a ja byłam tam jedyną przedstawicielką płci żeńskiej. Urządziłam nawet małą kłótnię, ale niestety miałam poparcie tylko w Muzaju. Sprawiedliwości na tym świecie brak proszę państwa! Chłopaki rozważali nawet grę w butelkę na fanty, ale kategorycznie im odmówiłam, a zarazem odradziłam tego pomysłu. Kiedy już trochę napoju chmielowego wpłynęło im do głów, wyszłam na balkon z zamiarem przewietrzenia się. Poczułam, jak ktoś narzuca mi na ramię gruby koc i opatula mnie swoimi długimi rękami, przy okazji całując mój policzek. Dobre zagranie panie Muzaj! 
-Weź, bo jedzie od Ciebie piwem no- zachichotałam nadal wpatrując się w nocny krajobraz Bełchatowa.
-I tu Cię mam panno Piechocka!- uśmiechnął się cwaniacko- Nie piłem dzisiaj nic, nawet kropelki- powiedział pełen dumy
-A czemuż to?- zdziwiłam się
-Ktoś musi pomóc Ci doprowadzic do domu Twojego brata, bo nieźle dzisiaj zabalował, podobno świętuje swój geniusz i nasz związek- zaśmiał się
-No, klękajcie narody, nie wierzę, Muzaj się o mnie martwi- zatrzepotałam teatralnie rzęsami- To jak zbieramy się, jestem trochę zmęczona dzisiejszym dniem, a właściwie to już wczorajszym- zapytałam, na co siatkarz twierdząco kiwnął mi głową. Ten dzień polepszył mi jeszcze wyznający zauroczenie starszej sąsiadce Kacper. Zdecydowanie nie mieliśmy głowy do picia, no ale cóż to rodzinne, nie prawda? Pięknie rozpoczęty dzień i tak samo zakończony. Miejmy nadzieję, że nic, ani nikt nie przerwie nam tych cudownych chwil razem.

W końcu jesteś szczęśliwa mała! Nie zapominaj, że to wszystko dzięki najlepszemu libero na świecie, jakim jest Twój brat, może pora, żebyś pomogła mu w poszukiwaniach dziewczyny? Bo na razie pozostał na etapie kobiet w dośc podeszłym dla niego wieku.

_____________________________________________________________________________
Napisane na siłę i w ogóle sama nie wiem co tu jest...
Rozdział szczęśliwy, no ale Skra 0:3 Sovia :(
No cóż gratuluję chłopakom, a my walczymy o 3 miejsce! <3
       Tak słodko... no nie wierzę :3
Dobra, przepraszam po raz 4984498 za to coś co piszę.
Chociaż, Wy nie zawodzicie, dziękuję! <3

poniedziałek, 23 marca 2015

6 ♥

Zakluczyłam drzwi i głośno westchnęłam. Przede mną dwa dni zakuwania na egzaminy, które czekają mnie na studiach. Ubrałam się w swoją ulubioną białą bluzkę z długimi rękawami i zwykłe szare dresy. Oj tak, mimo tego, że uwielbiałam towarzystwo mojego brata, a teraz jeszcze Muzaja- przyznaje się nic nie odda tej ciszy, która panuje teraz w domu. Wzięłam kupkę papierów i usiadłam na wielkiej kanapie. Szczerze mówiąc miałam tak wielki humor, że miałam nawet ochotę na naukę. Nie uczyłam się zbyt długo, bo przerwał mi dźwięk dzwonka do drzwi. "Kogo tutaj niesie"- rzuciłam w myślach. Otworzyłam drzwi, stała przed nimi ładna, wysoka dziewczyna. Czyżby to nowa "znajoma" Kacpra? Macieja?
-Hej, dobrze trafiłam? Akacjowa 22? Tak w ogóle jestem Patrycja, a ty podobno Julka- szczerze się uśmiechnęła
-Tak, tak... może to głupio zabrzmi, ale co cię tutaj sprowadza?- również odpowiedziałam uśmiechem, miałam dzisiaj nawet dobry humor, tak na marginesie wiadomo chyba dlaczego, co nie?
-Ja do takiego wysokiego gościa, Muzaj nazwisko, podobno tutaj mieszka- powiedziała patrząc po raz kolejny na swój telefon, a miałam wrażenie, że się we mnie zagotowało. Denerwuję się? No, ale chyba mogę nie? Byliśmy chyba parą, co nie? Julka, a może to jego kuzynka, siostra coś? Ale to może byc jego dziewczyna... ups! 
-To dobrze trafiłaś, wejdź- pokazałam jej gestem ręki, żeby weszła do środka- Tylko troszkę źle trafiłaś z czasem, Maciek z moim bratem pojechali z godzinę temu do klubu-
-Tak to jest kiedy chcesz zrobic swojemu chłopakowi niespodziankę, kiedy jesteś przejazdem- tak, rozszarpałabym teraz tego nieszczęsnego siatkarzynę. Miałam do niego już takie zaufanie, a on co? Oszukał mnie. Przespał się ze mną, zaproponował związek, a co? Ma dziewczynę.Rzuciłam jej sztuczny uśmiech. Mam nadzieję, że nie zauważyła. Chętnie powiedziałabym jej teraz co stało się ostatniej nocy, ale to spieprzyło by tylko sytuację. Nie no Julka, nieźle się wkręciłaś. Teraz pozostało mi jak najszybsze wygonienie z domu pani Muzajowej i pojechanie na halę, gdzie chłopaki mają zbiórkę.
-Wiesz, za 15 minut zaczynam pracę, może podwiozę Cię na dworzec?- spytałam, pakując co popadnie do dużej skórzanej torby, z którą Patrycja myślała, że idę do pracy. Czym prędzej zakluczyłam dom i z udawaną miłą i wesołą miną pożegnałam dziewczynę. Nadal nie mogłam uwierzyc jakim pierdolonym kłamcą okazał się Maciek. W zawrotnym tempie znalazłam się pod halą. Pewnym siebie krokiem ruszyłam naprzód. Skąd się to u mnie znalazło? Sama nie wiem, chyba to zdenerwowanie tak na mnie działało. Los mnie chyba posłuchał, bo chłopaki jeszcze nie odjechali. Maciek stał z Kacprem i z kimś jeszcze.
-Hej- powiedziałam podchodząc do nich 
-O Julka! Poznaj Andrzeja, Andrzej Julka- uśmiechnęłam się podając mu rękę
-Maciek, możesz na stronę?- powiedziałam cicho, nie chciałam, żeby mój brat coś podejrzewał, tylko tego brakowałoby mi w tej cholernie dziwnej i trudnej sytuacji. Wspólnie weszliśmy do pewnego miejsca, wyglądał mniej więcej jak klatka schodowa, ale tutaj służył on chyba jako korytarz. Muzaj był jak na razie w świetnym humorze. Nie wiedział chyba co go czeka.
-Kiedy byś mi to powiedział?! No, kiedy zamierzałeś? Dlaczego ja byłam taka głupia i nie domyśliłam się od razu co? Wiem, teraz jak się przespałeś ze mną, będę udawała, że się nie znamy, tylko wiesz nigdy więcej mi niczego nie obiecuj, przynajmniej obędzie się od późniejszego tłumaczenia i wytykania sobie kto znów i dlaczego spieprzył, bądź szczęśliwy z tą swoją Patrycją, chcę, żebyś tylko wiedział, że coś do Ciebie czułam... i czuję- powiedziałam z drżącym głosem i wybiegłam z budynku. W dali usłyszałam tylko głośne wołania Kacpra i Muzaja w moją osobę. Nie zwróciłam na nie uwagi. Biegłam przed siebie. Kiedy byłam już w miarę bezpiecznej odległości od siedziby Skry usiadłam na ławce, wyjęłam chusteczki i popłakałam się. Zwyczajnie się popłakałam. Kurde, Piechocka! Gdzie się podział Twój silny charakter i teza, że nigdy nie będziesz płakała przez facetów? No gdzie ona jest? W lesie!?

_____________________________________________________________________________
JEZU MATULU
Jak ja Was wszystkie przepraszam! :(
Nie było mnie chyba z miesiąc na żadnym z blogów :(
Ale wy? <3
Najlepsze na świecie, prawie 6 tys wyświetleń!
KOCHU! <3
A tymczasem Muzaj okazał się...
no....
Komentarz pozostawiam Wam <3

sobota, 28 lutego 2015

5 ♥

Obudził mnie dźwięk dobijania się do drzwi, no tak ktoś próbował wejść do domu. Mimo, że okno było zamknięte było mi bardzo zimno. Jesteś naga idiotko. Poczułam wielką dłoń na moim jak się okazało nagim ciele. Obróciłam się lekko, żeby zobaczyć mojego "towarzysza". Kurwa mać, to Muzaj! Pamiętam, że wczoraj wróciliśmy do domu i wyznaliśmy sobie co czujemy. No, ale teraz wychodzi na to, że przespaliśmy się.Ktoś nadal dobijał się do drzwi. Narzuciłam szybko na siebie koszulę chłopaka i zeszłam po cichu na dół, żeby zobaczyć kto tak uparcie dobija się do drzwi. Spojrzałam przez wizjer. No, nie wierzę- Kacper. Jak najszybciej się dało pobiegłam na górę i obudziłam siatkarza, ten jeszcze dość zaspanym głosem spytał o co chodzi. Z jednej strony miałam ochotę go zabić, a z drugiej pocałować. Co się ze mną dzieje?
-Kacper przyszedł, ubieraj się, chodź na dół i udawaj jakby nic się nie stało-wysyczałam i zbiegłam szybko do kuchni przy okazji zbierając nasze porzucane po całym salonie ubrania. Rzuciłam je w kąt. Usłyszałam, że ktoś nie dobijał już się do drzwi, powiedział tylko "Pierdolę, pewnie jeszcze śpią" i zszedł po schodach. Odetchnęłam z ulgą. Po chwili zobaczyłam opierającego się o ścianę siatkarza, który chyba dobrze jeszcze nie wiedział co się dzieje. Cały czas bacznie mi się przyglądał. Patrzyliśmy na siebie i co raz bardziej do mojej głowy przychodziły tezy, że wcale nie żałowałam tej nocy z Muzajem.  Nikt nie miał tyle odwagi żeby powiedziec cokolwiek. 
-Spieprzyliśmy początek znajomości prawda?- w końcu udało mi się odezwac, ale niestety nie dostałam odpowiedzi od siatkarza. Czyli on też żałuję. No, a na co liczyłaś?
-Dlaczego? Może to głupio zabrzmi, ale niczego nie żałuję i tak pamiętam wszystko od lizania się z tą sąsiadeczką po naszą przygodę w sypialni- uśmiechnął się, uśmiechnęłam się. I podeszłam do niego bliżej. Ten złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Przytuliliśmy się. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ale jakieś dziwne siły mnie do niego przyciągały. Po raz kolejny nie wiedziałam co się ze mną dzieję, powtarzam się? Przepraszam, no ale inaczej nie umiem. No, ale co ja zrobię w takiej sytuacji? Nie będę się nad sobą użalała. Uważam, że użalanie się nad sobą jest całkowicie obrzydliwe i niekonstruktywne. 
-Czyli co teraz zrobimy?- spytałam lekko drżącym głosem, przyznaje- jeszcze nigdy nie byłam w tak trudnej, a zarazem dziwnej sytuacji.
-Zależy czy ta noc dla Ciebie coś znaczyła- po raz kolejny tak słodko się uśmiechnął
-No tak, ale cholera... znamy się 3 dni to nie za szybko?- zakłopotałam się 
-Daję Ci czas, ile tylko chcesz- wyszczerzył się- Chodź lepiej posprzątajmy, bo zaraz wparuje Kacper, za dwie godziny mamy trening- pociągnął mnie za rękę na górę. Z grubsza posprzątaliśmy. Cały czas zastanawiało mnie to jak teraz będzie. 
-Udajemy, że nic się nie stało prawda?- uśmiechnęłam się
-No, podobno tak chcesz prawda?- również odpowiedział mi uśmiechem
Nagle usłyszeliśmy dźwięk dzwonka. No tak, Kacper powrócił zaświatów. 
-No to zaczynajmy- zachichotałam 
Najpierw to ja zeszłam na dół otworzyłam bratu. Ten zresztą tak samo jak my jeszcze "wczorajszy".
-W końcu sobie wstaliście, poleciałem do Wrony, ale tego też nie było więc leciałem na darmo 3 km, a wy co? Wy sobie tak normalnie spaliście! Spadajcie na drzewo idę pod prysznic- marudził, a ja szczerze się uśmiechnęłam. Byłam szczęśliwa. Co się ze mną działo? Nie wiem, ale przyznam. Zajebiste uczucie. Aż nie chce mi się przypominac o materiałach, których muszę się nauczyc na studia. No cóż, żyję nie umieram, przetrwam, prawda? Weszłam do kuchni i w miarach rekompensaty zrobiłam chłopakom kanapki, bo to przecież oni muszą jechac 6 godzin autobusem i jeszcze później rozegrac dobry mecz.
Wzięłam puszkę z pepsi z lodówki, słomkę z szafki. Tak piję picie z puszki ze słomką. Tak to całkiem normalnie. Moją "popijawę" przerwali wchodzący do kuchni Kacper i Maciek- obydwaj bez koszulek. Mimo tego, że do widoku gołej klaty Kacpra przyzwyczaiłam się, to Maciek robił wielką różnicę. Z pełną walką odrywałam wzrok od jego torsu. A oni? Patrzyli na mnie jak na kosmitkę. No tak- włosy potargane, makijaż jeszcze ze wczoraj, ubrana w koszulę Muzaja (o dziwo Kacper się jeszcze chyba nie skapnął) i moje różowe majtki z kultową serialową krową. Wyglądam całkiem normalnie. Wysłuchałam jeszcze przemowy Macieja na temat tego, że mam super moce prosto z kosmosu, bo na 100% tylko ufo pije picie z puszki słomką, a później pożegnałam chłopaków i życzyłam udanego meczu, w duchu żałując, że spędzę te dwa dni bez tych wariatów.

W pewnym sensie przywiązałaś się do nich prawda? Pomyśl co masz powiedziec Muzajowi, wasz "związek" i te sprawy, kumasz nie?

_____________________________________________________________________________
Jesteście kochane!
Tyle komentarzy no <3
Tymczasem dzisiaj Skra wygrała z Zaksą!
Awansowaliśmy do półfinałów! <3
Do następnego!
Aloha.

sobota, 21 lutego 2015

4 ♥

-Właśnie w tym momencie przeszliśmy do historii- zachichotałam 
-Nie śmiej się, co ja takiego zrobiłem, że mnie wywali z tej imprezy?- spytał Kacper- To wy nabroiliście i to nieźle- marudził
-Kochany braciszku, jeśli tak bardzo masz ochotę jeszcze zabalować, to ulicę dalej jest klub, miłej zabawy- uśmiechnęłam się. Równie dobrze mogłaś powiedzieć "Hej Kacper, słuchaj, jestem pijana i chcę bezmyślnie uwieść gościa, którego znam kilka dni. Co z tego, że rano nie będę nic pamiętała? A no i mógłbyś się wyemigrować z domu na noc. Dziękuje." Wiedziałam jedno. Wpadłam już w okres, kiedy alkohol totalnie zawładnął moją głową i rozumem. Zawładnął tak bardzo, że z chęcią wyznałabym teraz Muzajowi choć w części co do niego czuję. 
-Skuszę się chyba na Twoją propozycję, tylko mówię Wam głośno, pamiętajcie nie zróbcie czegoś, czego będziecie później żałować- powiedział, na co ja z Maćkiem posłaliśmy sobie zdziwione spojrzenia. Nie udawajcie idiotów, chyba wiecie, że dzieci nie przynosi bocian. No co!? Nim się obejrzeliśmy on poszedł, a my przekręcaliśmy już kluczyk w drzwiach. Siatkarz wszedł do salonu, usiadł na kanapie i popatrzył na mnie, jakby czekał na jakieś wyjaśnienia. Idiotko, on czeka na wyjaśnienia. Obmacywałaś się z nim ze względu na ładną pogodę? No właśnie.
-Julka, czy ty coś do mnie czujesz?- spytał tym swoim seksownym głosem
-Nie, po prostu Kowalska jest moim wrogiem numer jeden, musiałam coś zrobić- skłamałam. Julka do cholery! Weź się w garść i powiedz mu to.
-Maciek poczekaj- krzyknęłam, bo ten był już na schodach- Tak, czuję coś do Ciebie... i mam ochotę rozszarpać wszystkie dziewczyny w Twoim otoczeniu na drobne kawałeczki. Cholera, wiem zazdrość porosła całą mnie, ale mam ochotę mieć Ciebie na wyłączność, rozumiesz? Nie chcę nikogo innego w Twoim otoczeniu niż ja. Mam głęboko w dupie, że to egoizm, mam w dupie wszystko, chce mieć Cię tylko dla siebie, rozumiesz? Ja chyba się w Tobie zakochałam- popatrzyłam prosto w jego oczy, w których zobaczyłam osłupienie. 
-Przepraszam, tylko się wygłupiłam, pójdę już- pędem zmierzałam w stronę schodów, ale poczułam na swoich biodrach kogoś dłonie, jego dłonie. 
-Czujemy chyba coś podobnego- szepnął mi do ucha, po czym poczułam jego oddech na mojej szyi. Matko jak on na mnie działa. Odwróciłam się, żeby zobaczyć znowu tą jego piękną twarz. Piechocka, pamiętasz, że jesteś pijana? Chyba nie. Moje ręce zwędrowały z jego ramion na umięśniony brzuch. Poczułam motylki w brzuchu. Poczułam na sobie tylko wzrok siatkarza. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co robiłam, lub co chcę zrobić. Oswoiłam się z myślą, że nasz związek nie ma szans, a to będzie zwykła odskocznia od codzienności. W końcu i tak rano nie będę nic pamiętała, prawda? Jezu, nie wiem jak można być tak głupim. A no tak, ród Piechockich jeśli może to umie. Żebyś tylko nie wypominała sobie słów "Mądry Polak po szkodzie". Już i tak te słowa są zbyt dobrym chwytem marketingowym. Oszczędź sobie. Chyba, że nie umiesz.
Jego ręce w końcu złapały mnie za uda i zaniosły do sypialni. Mój oddech przyśpieszał, a serce biło to coraz mocniej. Oderwałam się na chwilę od jego ust, ale tylko po to, by spojrzeć mu w oczy, a później jak najszybciej się tylko da ściągnąć jego koszulę. Co nie było dość łatwym zadaniem. Trudność sprawiły mi guziczki, które jak na złość nie chciały się odpiąć. Złośliwość rzeczy martwych, istnieje takie coś, nieprawdaż? Już po chwili z impetem rzucił mnie na łóżko. Chciałam dotknąć każdego kawałku jego ciała. Niestety, uniemożliwił mi to. Trzymał moje nadgarstki nad głową, więc nie miałam zbyt dużo do gadania. Jego usta wędrowały po moim ciele powodując gęsią skórkę. Nim się obejrzałam pozbył się moich spodni i teraz pozostało mi leżeć w samej bieliźnie. Później było już tylko było słychać nasze ciche jęki i czasem krzyki. 

I jak? Teraz ma być jak w tej każdej bajce tak? Młoda, wszystko zależy od Ciebie. Co ja gadam. Licz na los, może choć raz się posłucha.
__________________________________________________
Przepraszam, przepraszam! 
Za to coś u góry i za to, że mnie tutaj nie było.
Ostatnie trzy dni spędziłam w Wawie, pisząc między innymi
tam test ogólnopolski z historii, plus zwiedzałam.
Byłam w sali, gdzie siatkarze odebrali swoje ordery, taka szczęściara!
Juhu! A co do rozdziału... sama nie wiem co ja tu robię ;(
Może coś z tego wyjdzie.
Za to ty nie zawodzicie! <3 16 komentarzy!
Dziękuje ♥'
Naivy.

piątek, 6 lutego 2015

3 ♥

Kiedy Natalia skończyła wymienianie swojego DNA z Maćkiem popatrzyła z cwaniackim uśmiechem na mnie. Ogółem to się nie denerwuję, ale przy takiej larwie jak ona po prostu się nie da. Chociaż, to śmieszne, jak bardzo mogę być zazdrosna o kogoś, kogo nie znam nawet tydzień. Zastanawiałam się co zrobić. Widziałam Kacpra, który chyba tak samo jak ja nie był zainteresowany imprezą. Popatrzyłam na niego pytająco. 
-Dobrze się bawisz?- zachichotał, na co ja odpowiedziałam mu wrogim spojrzeniem. Zobaczył chyba łzy w moich oczach. 
-Co jest?- spytał, czyli zauważył. Nieźle. Poszłam z nim na górę. Cała ta Natala nie miała za grosz wstydu. Zapraszając na imprezę mogłaby chociaż posprzątać w domu. Myślała, że nikt nie zajrzy na górę? Zresztą, co można się spodziewać po kimś takim jak ona? Nic, kompletnie.
-Powiesz w końcu co się stało?- zapytał 
-Nic- rzuciłam, jego spojrzenie mówiło mi tylko, że Kacper mi nie wierzy- Muzaj- odetchnęłam
-Jezu, Julka- powiedział przytulając mnie- Zakochałaś się?- zadał mi proste pytanie, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Bolał mnie fakt, że tańczył z inną? To chyba zazdrość. A zazdrosnym jest się tylko wtedy, kiedy kogoś się kocha. Piechocka, szkoda, że dopiero teraz zrobiłaś się taka mądra, brawo! I co mu powiedzieć? No, co mam mu powiedzieć? Cholera wie.
-Nie wiem, ale on tańczy z tą suką, jak ja na to patrzę to rozrywa mnie w środku, a najchętniej rozerwałabym ją- powiedziałam w kacprowe ramię
-Idź, pokaż co umieją Piechoccy, tylko jej nie pobij- uśmiechnął sie
To jak? Wybuchu zazdrości nie zrobię, jeszcze bardziej się upokorzę. To może by tak taniec z Maćkiem? Zeszłam zwartym i pewnym krokiem na dół. Cholera. Piechocka, musisz wziąć się do roboty, bo jak na razie to Natala spoczywa na kolanach siatkarza o mało nie gwałcąc go wzrokiem. Musisz być odważna i pewna siebie. Alkohol! No tak, po wypiciu wysokoprocentowego trunku zachowuję się inaczej niż zwykle. To znaczy jak? Kiedy jestem smutna staje się weselsza, kiedy staję się nieśmiała jestem pewniejsza siebie. Robię to, czego nie zrobiłabym na trzeźwo, czy to dobre? Szczerze mówiąc to nie wiem. Wódka była dla mnie sposobem na dobry humor, każdy musi być szczęśliwy, nie prawda? Tak, to chyba było tak. Julka, idioto! Masz być szczęśliwa dzięki nie alkoholowi, a dzięki niemu. To zbyt trudne do zapamiętania, rozumiem.
Jak na razie zawsze się sprawdzało. No prawie, ale nie wspominajmy już o tym. 
Zobaczyłam, ze na blacie w kuchni stoi jeszcze jedna nie otwarta wódka, popatrzyłam na nią i zadałam sobie pytanie "czy warto". Nie zastanawiałam się długo. 
Wzięłam kilka, może wypiłam 1/3 zawartości. No, tak to teraz powinno być tylko lepiej. Bierzemy się do roboty. Weszłam do salonu. Co mnie zdziwiło, ale i ucieszyło. Cała ta Natalia Kowalska gdzieś się ulotniła. Plan czas zacząć. Podeszłam do Muzaja, który na tą sytuację siedział teraz sam na kanapie. Popatrzyłam na niego pytająco, chyba wiedział o co mi chodzi, wstał i powolnym krokiem zbliżał się do mnie, aż w końcu zaczęliśmy tańczyć. Tańczyliśmy w rytm muzyki, powoli co raz bliżej siebie. W pewnym momencie byliśmy już tak blisko, że stykaliśmy się własnymi ciałami. Jego ręce wędrowały wszędzie- po mojej szyi, ramionach, plecach, a nawet dupie- a ja na to pozwalałam, bezwarunkowo. Wręcz przeciwnie, bardzo mnie to kręciło. Byłam pewna, że to ta wódka pomieszała mi moje zmysły. Musnął delikatnie moje usta swoimi, nie zaprzeczyłam. Pogłębiłam pocałunek. Nasze pocałunki stawały się co raz bardziej zachłanne. Wiedziałam, że zaraz tą piękną chwile przerwie wbiegając w swoich 25 centymetrowych szpilkach Kowalska. Nie chciałam, żeby przerwała mi tą chwilę. Miałam wrażenie, że muzyka ucichła, a wszyscy patrzą się właśnie na nas. Wiem, że chciałaś, żeby w tym gronie ludzi była Natalia. No, to uszczęśliwię Cię- była, na dodatek patrzyła na Was z tą samą zazdrością w
oczach, z którą ty przyglądałaś się im wcześniej. Jak się czujesz? Musiał, ktoś musiał przerwać tą cholernie cudowną chwilę. Kto to mógł być? No oczywiście, że nasza ukochana pani gospodarz imprezy. I przy okazji całego tego miłosnego zamieszania.
-Marcin!- krzyknęła swoim piskliwym głosem, zaraz, zaraz Marcin?!
-Jaki Marcin?- spytałam ze zdziwieniem, kiedy się od siebie "oderwaliśmy", dopiero. 
-Ten, z którym się przed chwilą lizałaś!- zdecydowanie wolę dźwięk przejechania palcem po tablicy, niż ten jej głosik. Jest straszny. Cholera.Ona nawet nie wie jak nazywa się Muzaj, boże, tragedia. Popatrzyłam na siatkarza i przybiłam sławnego facepalma. Nie wiedziałam, że można być tak głupim. Po minie siatkarza wywnioskowałam, że chyba żałował pocałunku z "jego nową sąsiadką", a co do tego- ta mina oznaczała Twoje zwycięstwo! 
-Mam Was dość! Macie wyjść!- powiedziała patrząc po kolei na mnie, Kacpra i Muzaja. 
No nieładnie. Rozwaliliśmy pani idealnej imprezę. 

Rozwaliliście imprezę przez zazdrość innej kobiety, nadal nie rozumiesz co to oznacza? Całowałaś się z Muzajem, to może być znak!

_________________________________________________________________________
W końcu coś napisałam.
Dziękuje, dziękuje, dziękuje za 13 komentarzy! ♥
Jesteście najlepsze ever ♥
To jak teraz będzie kolorowo?
Chyba nie.
Tymczasem MAMY LIDERA, BEŁCHATÓW MAMY LIDERA ♥
Do następnego!
xoxo.